Saturday, June 30, 2007

stowarzyszenia i kluby kynologiczne

Po zaborach i odzyskaniu niepodległości zaczęły dość licznie powstawać związki, stowarzyszenia i kluby kynologiczne. Niektóre z nich miały charakter lokalny i raczej efemeryczny, inne zaś aktywnie działając, jednoczyły coraz większą grupę miłośników psów. I tak w Warszawie zorganizo­wano Polski Związek Hodowców Psów Raso­wych i Towarzystwo Miłośników Psa Służbowe­go w Polsce, Towarzystwo Hodowli Psów My­śliwskich. W obrębie tej ostatniej organizacji powstały kluby, wśród których najbardziej zaznaczyły swe istnienie Pointer Club w Polsce i Seter Club w Pol­sce. Ważnym ośrodkiem rodzącego się życia kynologicznego było też Poznań­skie. Szczególnym zainteresowaniem darzono tu psy ras myśliwskich, których hodowlę propagowały: Stowarzyszenie Racjonalnego Myśliwstwa - Łowiec Wielkopolski, Wielkopolski Związek Myśliwych i Związek Hodowców Wyżła Szorstkowłosego. Istotną rolę odegrały także Stowarzyszenie Hodowców Psów Policyjnych na Śląsku, Towarzystwo Hodowców Psów Rasowych i Użytko­wych w Chorzowie oraz toruński Klub Kynologów.
Jak widać, od początku w sposób przemyślany zainteresowano się rasami wie­lu specjalności. Polski ruch kynologiczny był jednak rozproszony. Dopiero w 1938 roku narodziła się idea jego zjednoczenia. Powołano Międzyklubowy Komitet Kynologiczny, który po roku przekształcił się w Polski Kennel Klub. Po wojnie działacze, współtworzący międzywojenny kształt polskiego ruchu ky­nologicznego, spotkali się na zebraniu organizacyjnym 5 maja 1948 roku w War­szawie i tak powstał Związek Kynologiczny w Polsce, który 15 czerwca 1957 roku podczas posiedzenia Federacji w Brukseli został członkiem rzeczywistym Mię­dzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI). Przyjęcie Związku Kynologiczne­go w Polsce do tej organizacji ma jednak swoją wcześniejszą, międzywojenną his­torię. W archiwach Federacji w Thuin w Belgii znajduje się protokół potwierdza­jący przyjęcie Polskiego Kennel Klubu w poczet oficjalnych członków tej mię­dzynarodowej organizacji już 1 czerwca 1939 roku. Siedzibą Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce jest obecnie Warszawa. Związek podzielony jest na 47 oddziałów i zrzesza około 40 rys. członków. W rejestrach związku fi­guruje blisko 70 tys. psów rasowych (dane z końca 1998 r.). POLSKI OWCZAREK PODHALAŃSKI (nieco stylizowany) jest symbolem -znakiem polskiego Związku.

Friday, June 29, 2007

instynktowne czynności

Istnieje bogata sfera zachowań się, które sprawia­ją wrażenie przemyślanych, prowadzonych mądrze i ze świadomością celu. Pszczoły budują bezbłędnie komórki plastrów i zbierają zapasy pokarmu na zimę, liczni zwie­rzęcy rodzice idealnie pielęgnują potomstwo, a młode ptaki samodzielnie podejmują wędrówki na nieznane sobie kontynenty i docierają do miejsc, gdzie mieszkali w ubiegłym roku ich rodzice. Te tzw. instynktowne czynności są im wrodzone, dziedziczne. Powstały one i utrwaliły się w toku dwóch podstawowych procesów


ewolucyjnych: mutacji, a następnie doboru naturalnego (selekcji naturalnej). Czynności takie odbywają się nie­wątpliwie bez pracy myślowej, podobnie jak skompli­kowaną czynność ssania noworodek ludzki bądź zwie­rzęcy wykonuje bez uprzedniego jej obmyślenia. U orga­nizmów o niskim szczeblu rozwoju układu nerwowego i we wczesnych stadiach rozwoju osobniczego (nie wy­łączając człowieka) prawdopodobieństwo przebiegania procesów myślowych wydaje się bliskie zera. Ale nie wyklucza to bynajmniej odczuwania przez takie istoty doznań zmysłowych, a może i silnych przeżyć emocjo­nalnych, np. lęku.

Człowiek, poza wspomnianym już ssaniem, wykazuje również bardzo wiele wrodzonych, instynktownych bądź odruchowych umiejętności i automatycznych reakcji (np. obawa wysokości, reaktywność na apele seksualne, poszukiwanie opieki w opresji albo dążenie do nadrzęd­ności itd.). Ocena, czy coś jest czy nie jest antropomorlizowaniem zwierząt, musi opierać się przede wszystkim na rozeznaniu, na czym w istocie polega a na czym nie polega człowieczeństwo i jak rozległe jest zwierzopochodne podłoże naszej psychiki. Okazało się np. między innymi, że tak wzniosłe i — zdawałoby się — czysto człowiecze uczucia, jak zapał, entuzjazm, są nie tylko podobne formalnie, ale i tożsame genetycznie z emocja­mi, których w pewnych sytuacjach doznają szympan­sy — a niewykluczone, że i inne zwierzęta. Inny ostrze­gawczy przykład: w pewnej pracy naukowej autor stwierdza, że doświadczalny owad, po wyjściu ze swej kryjówki, traci orientację w znanym sobie otoczeniu, jeśli eksperymentator poprzestawiał w nim poszczegól­ne elementy. Fakt ten posłużył jako dowód niskiej wy­dolności psychiki tego owada. Pytamy jednak: ilu ludzi nie uległoby zdezorientowaniu, gdyby wyszedłszy któ­regoś dnia z własnego domu, ujrzało poprzemieszczane



domy, drzewa i chodniki. A jeśli nawet ktoś w tych wa­runkach nie przejawiłby żadnej niepewności — to czy właśnie ten fakt nie świadczyłby o mizernej wrażliwo­ści i sprawności jego aparatu postrzegania i modulato­rów nerwowych?

Thursday, June 28, 2007

Nie chcesz kłamać

Nie chcesz kłamać, a więc patrzysz na ludzi, którzy mijają ciebie na ulicy, potrącają w sklepach i urzędach, zachwalają na targu swoje wyroby, zwracają twoją uwagę na wyhodowane owoce czy jarzyny. Wiesz o tym, że są inni, ale równocześnie


czujesz, że pragną tego samego co ty, twoi rodacy, twoi naj­bliżsi, wychowani ha tych samych drożdżach zwyczajów i pojęć umysłowych: chcecie być szczęśliwi, zdrowi, boicie się złego człowieka, bólu, śmierci; chcecie możliwie długo żyć; kobiety chcą mieć dobrych mężów a mężczyźni kochające' żony, wydając na świat potomstwo macie zamiar zapewnić mu możliwie najlepszy start do samodzielnego życia. Dlaczego zakładacie rodzinę? Ponieważ czujecie instynktownie, że zasadzki i przeciwności losu, jaki wam jest sądzony, lepiej i pewniej pokonuje się we dwoje, jakby jedno z was drugiemu wzmacniało siłę ramienia i przedłużało bicie serca.

Myśląc o tym wszystkim nie zapominaj, że stoi przed tobą człowiek, który nie uwierzył twoim słowom. Pomóż mu, inaczej rozejdziecie się bez porozumienia. Dlaczego właśnie w tej chwili przypomniały ci się słowa Lień, młodej Chinki z książki Wacława Sieroszewskiego Zamorski diabeł? Ludzie stworzeni, aby mieszkać w ojczyźnie. Po coś przyszedł? Wszak nie możesz zostać Chińczykiem.

Nie przybyłeś do Afryki po to, aby zostać Afrykańczykiem. Bo to niemożliwe. Zresztą nie chcesz. Masz swój kraj, w którym nikt nie ma prawa zadać pytania, po coś przyszedł. Nie przy­jechałeś tu nawet po to, aby pojąć Afrykę. Bo i to jest nie­możliwe. Żeby pojąć jakiś kraj, trzeba się w nim urodzić, żyć jego prawami na co dzień, czegoś doświadczyć wspólnie z innymi ludźmi związanymi jednym losem, jakie twoje poko­lenie wyciągnęło na loterii dziejów. Ale przyjechałeś do Afryki, Azji, Ameryki, Australii po to, aby coś głębiej zrozumie ze współczesnych spraw tej jednej, wielkiej ludzkiej rodziny, ponieważ sam do niej należysz. I aby tym łatwiej znaleźć w niej swoje miejsce. Po to przyjechałeś. Tylko po to. A czy to potrafi zrozumieć twój czarny, żółty, czerwony, brązowy, popielaty, oliwkowy rozmówca? Zamiast tłumaczyć, powiedz mu kilka najprostszych słów o sobie.

Tuesday, June 26, 2007

umie­jętności czy predyspozycje

Posługiwanie się narzędziami przez siebie sporządzo­nymi, świadome celu działania bez uprzedniego wyucze­nia, przekazywanie doświadczeń, tworzenie tradycji, ży­cie społeczne, przyjaźń, wrażliwość na doznania este­tyczne, a według ostatnio wypowiadanych tez nawet tworzenie abstrakcyjnych pojęć — to są wszystko umie­jętności czy predyspozycje, które miały wyróżniać czło­wieka spośród innych gatunków. Jednakże, w miarę po­stępu metod i prac badawczych uzupełnionych precy­zyjnymi obserwacjami, ujawniały się one w psychicz­nych wydolnościach różnych zwierząt. Tu nawiasem trzeba zaznaczyć, że wszak „zwierzęta" to pojęcie nie­zmiernie zróżnicowane, w tym również pod względem wydolności psychicznych, a także istnienia, złożoności i sprawności układu nerwowego. Informacja więc, że to czy owo potrafią zwierzęta, powinna być uzupełniona jakimś bliższym określeniem. Podobnie zresztą i poję­ciem „człowiek" posługujemy się umownie i roboczo: nietrudno byłaby wykazać, że przeciętny kot jest pod każdym względem o wiele „mądrzejszy", niż którykol­wiek z setek tysięcy mieszkających w Polsce ludzi upo­śledzonych umysłowo.


Monday, June 25, 2007

Z flaneli

Modne są komplety spodnie i żakiet z gładkiej flaneli oraz oficjalne koszule o męskim kroju z bardzo cienkiej flanelki. Flanela jest miękka i lejąca się, można z niej układać piękne spódnice i sukienki. Bardzo modne są flanelowe płaszcze, przy czym wyróżniamy dwa typy flaneli wierzchniej. Po pierwsze - gruba mięsista flanela, która trochę przypomina koc z długim włosiem oraz flanela tak gładka jak wełna. Obie są doskonałe jako materiał na płaszcze i kurtki. Flanela z długim włosiem
Uwaga dla panów: czas flanelowych koszul w kratkę i sportowych kurtek z grubej flaneli mamy definitywnie za sobą. Teraz jest czas garniturów z flaneli o takiej jakości, że co bardziej wrażliwe wełny muszą się schować głęboko do szafy, by nie czerwienić się ze wstydu. Dla bardziej odważnych lub zdesperowanych panów projektanci przewidzieli nawet spódnice flanelowe w kwiatowe wzory (bardzo ciepłe, nawet jak zimny wiatr próbuje podwiewać).
W tym sezonie flanela jest synonimem delikatności, ciepła i wyrafinowania - z dawnej siermiężności i robotniczego rodowodu nie pozostał nawet cień.

Sunday, June 24, 2007

podnieść poziom swoich umiejętności gry w szachy

Repertuar otwarć to zestaw wariantów debiutów, które przygotowujemy, aby podnieść poziom swoich umiejętności gry w szachy. Powinny one prowadzić do dobrego przy­gotowania gry środkowej bez względu na to, jak gra w otwarciu przeciwnik. Każdy arcymistrz poświęca ich studiowaniu wiele czasu - aby tak udoskonalić swój repertuar, że już w otwarciu gry będzie można uzyskać przewagę nad przeciwnikiem (np. pozycji).

Arcymistrzowie korzystają z bardziej zaawanso­wanej encyklopedii debiutów, Encyclopedia of Chess Openings (ECO). To pięciotomowe wy­danie daje szczegółową analizę wszystkich de­biutów szachowych i jest aktualizowane w pi­śmie „Chess Informant", ukazującym się trzy­krotnie w ciągu roku, zawierającym pisane przez arcymistrzów analizy większości najważniej­szych partii rozegranych na całym świecie. Nie polecam tej pozycji, ponieważ owe analizy są bardzo skomplikowane, a na razie potrzebujesz czegoś łatwiejszego.

Kiedy już podejmiesz decyzję, których otwarć chciałbyś się nauczyć, warto przestudiować pod­ręczniki debiutowe. Polecam serię - Mastering the Openings pisaną przez Pietra Ponzetto i Roberta Bellina lub Daniela Kinga. Mogę także polecić wszystkie pozycje poświęcone otwarciom pióra Johna Nunna - są do­skonałe, ale napisane na bardzo wysokim, profesjonalnym poziomie i prawdopodobnie nie jesteś jeszcze do nich dobrze przygotowany.

Saturday, June 23, 2007

szczególnie bliskie więzi osobiste

Pojęcie: „szczególnie bliskie więzi osobiste" nie jest, wbrew pozorom, wcale tak oczywiste i jednoznaczne. Komentatorzy prawa twierdzą, że trzeba interpreto­wać to pojęcie możliwie szeroko, jest to bo­wiem problem istotnych stosunków międzyludzkich i licznych więzi, choćby tylko bliskiego koleżeństwa, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego. Nie można też, rzecz jasna, przesadzać, mając zawsze na względzie nadrzędny niejako cel procesu, polega­jący na wykryciu prawdy. Jan Stańda w swej książce „Stanowisko świadka w polskim procesie karnym" powiada, że „do szczególnie bliskich więzi osobistych


należy zaliczyć przede wszystkim długotrwałą przy­jaźń i koleżeństwo, a także więzy wynikłe z opiekuństwa, narzeczeństwa lub ze współżycia, które nie wyczerpuje jeszcze cech konkubinatu itp." Warto je­szcze dodać, że gdy świadek powoła się na więzy oso­biste, prosząc o zwolnienie-go od zeznań, o tym, czy te więzy są rzeczywiście „szczególnie bliskie" i czy prośba świadka zasługuje na uwzględnienie, decydu­je organ przesłuchujący po sprawdzeniu prawdziwo­ści argumentu. Z jednej strony chodzi o to, by uczynić wszystko dla wykrycia prawdy, z drugiej zaś, by zło­żenie zeznań nie stanowiło dla świadka szczególnych dolegliwości.

Wspomniałem już o możliwości wyłączenia jawności rozprawy na wniosek powołanego do zeznań świadka. Usuwa się wówczas publiczność, przy czym wszystko co się w tym czasie na rozprawie dzieje, stanowi ta­jemnicę, której pod groźbą kary nie wolno ujawnić. Sytuacje takie zdarzają się często. Szczególnie gdy świadek może być pytany np. o sprawy intymne, a składanie zeznań przed salą pełną publiczności sta­nowiłoby dla niego znaczną dolegliwość. Mógłby on wówczas złożyć zeznania niezupełnie szczere i praw­dziwe, narażając na szwank swój interes i interes wymiaru sprawiedliwości.

Filozofia pracy

Filozofia pracy, tworząc podstawy akceptacji pracy ludzkiej, skła­nia też do optymizmu. Wierząc w to, że dotychczasowy rozwój ludz­kości posiada wartość dla człowieka i posiada sens, możemy z peł­nym zaangażowaniem uczestniczyć w społecznych procesach pracy. Jeżeli sądzimy, że dotychczasowy rozwój ludzkości był błędny, mo­żemy próbować dotrzeć do istoty błędu i naprawić kierunek rozwo­ju tak, jak to czynili teoretycy materializmu historycznego i dialek­tycznego, jak to również usiłowały czynić inne szkoły filozoficzne. Natomiast nie można występować przeciwko pracy i wychowaniu


przez pracę, gdyż byłoby to występowanie przeciw podstawom ludz­kiego bytu.

Rzecz może się więc sprowadzać do dyskusji nad kierunkiem prac ludzkich, ich organizacją, celowością i sposobem ich wykorzystywa­nia w stosunku do przyrody, co jest źródłem pełnej tragizmu wymia­ny poglądów na metody wykorzystywania przez człowieka sił przy­rody. Tę dyskusję podjęli twórcy Raportu Rzymskiego i oczywiście trzeba uznać ważność podjętych kwestii racjonalnego wykorzystania zasobów naszej planety, niezależnie od uchybień w założeniach, wytykanych twórcom Raportu.

Tak jednak jak dyskusja nad społeczną organizacją pracy i rolą pracowników, nad ich prawami w społeczeństwie nie podważa ko­nieczności samej pracy jako podstawy bytu ludzkiego, tak i dyskusja nad sposobami wykorzystywania i odtwarzania zasobów nie podwa­ża konieczności nieustannej pracy. Zwraca ona uwagę na nie­uchronność bardziej starannego opracowywania planów rozwoju oraz na to, że pokonana przez człowieka przyroda przestaje być nie­wyczerpanym źródłem zasobów i że tymi zasobami trzeba gospoda­rować z przewidującą troską o przyszłość.

Monday, June 18, 2007

ZERO 7 WHEN IT FALLS

Londyńska grupa Zero 7 często porównywana bywa do francuskiego Air. Nic dziwnego, bo­wiem obie formacje grają niemal bliźniaczo podob­ną muzykę, określaną mianem współczesnego easy listening. Nagrania Zero 7 stanowią przegląd wszystkiego, co w popowej stylistyce obecnie najciekawsze. Tworzący zespół Henry Binns i Sam Hardaker dużą wagę przywiązują do aranżacji. O niezwykłym kolorycie ich utworów decydują de­likatne triphopowe rytmy, miękkie brzmienia ana­logowych syntezatorów, fortepianu Rhodesa, wszechobecne smyczki i akustyczna gitara. Dopeł­nieniem tej rozkosznej dźwiękowej materii są cu­downe melodie i leniwe soulowe wokale Mozeza, Sii Furler, Tiny Dico i Sophie Barker. Słucham na przemian najnowszych albumów Zero 7 i Air i trudno mi wskazać, który jest lepszy. Kosztowa­nie obu sprawia mi jednakową przyjemność. ULTIMATE DILEMMA/WARNER

Saturday, June 2, 2007

Po policzkach Diany płynęły łzy

Samotność i przygnębiające myśli sprawiły, że po policzkach Diany płynęły łzy. Zaledwie kilka dni temu otrzymała od teściowej ponaglenie do „jak najszybszego" przeprowadzenia rozwodu i teraz lękała się o swoją przyszłość. Na obiad zjadła sałatkę na zimno, siedząc przed telewizorem; po prostu gapiła się w ekran. Zdecydowała, że święta spędzi samotnie; pozwoliła wyjechać nawet tym służącym, którzy mieli dyżur, aby mogli wraz z rodzinami i przyjaciółmi cieszyć się świętami.Lekko drżąc, weszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Jaskrawe światło oślepiło ją na chwilę; lodówka była do połowy pełna. Gwałtownie zatrzasnęła drzwiczki - zanim zdążyła się zorientować, co jest do jedzenia - i pospiesznie wróciła przed telewizor do bezmyślnie oglądanego filmu.

Tuesday, May 15, 2007

Powrót

W drodze powrotnej w Londynie musiałam dopłacić za bagaż 40 ze 125 funtów, które otrzymałam na wyjazd od firmy „Campari". Jest to o tyle zabawniejsze, że jak wiem od p. Galdino Zenere, przedstawiciela „Campari" w Polsce, firma ta chciała przekazać na mój wyjazd do Londynu około 2 tys. dolarów. Mój manager postawił veto i firma, nie mogąc przekazać tych pieniędzy oficjalnie, nie przekazała ich oczywiście w ogóle.
Jedynym przypadkiem porządnego potraktowania mnie przez moich managerów był mój wyjazd do Londynu. Otrzymałam wtedy kilka bardzo ładnych strojów z Mody Polskiej i Telimeny. Ceny w Modzie Polskiej są niestety bardzo wysokie. Organizatorzy przeznaczyli około 130 tys. na owo wyekwipowanie. Ja dopłaciłam do tego tylko około 30 tys. Były to jedyne wydatki związane ze mną, które przez cały rok poniosło Biuro MP. Wszystkie nagrody bowiem, które koronowane panny otrzymują, są darami sponsorów konkursu, a więc poza kosztami. Bilety samolotowe na konkursy są płacone przez organizatorów owych konkursów. Zakwaterowanie i wyżywienie tamże — jak wyżej. Innych wydatków właściwie nic ma. Ile natomiast kosztuje obsługa (?!) miss przez zatrudnione w biurze osoby (3 czy 4)? no, pobawmy się w księgowość.
Dwa koncerty w Sali Kongresowej (nie wszystkie miejsca zajęte na półfinale), a więc około 5 tys. widzów x 1500 zł (na próby sala wypożyczona bezpłatnie);
Akredytacje reporterów (stu czy więcej) x 5000 zł.
Bal Koronacyjny około tysiąca osób x 6000 zł minus koszty;
Sprzedaż gadgetów typu podkoszulki z napisem MP nie wiem ile razy 600 zł równa się dużo;
Sprzedaż kalendarzy MP kilkudziesięciu tysięcy sztuk x 250 i 390 zł = parędziesiąt milionów obrotu.
Rzecz ostatnia jest dla mnie niejasna, a więc krótki komentarz. Kalendarze te drukowała firma polonijna „Polmark", a nie RSW i oczywiście tam pozostały zyski. Nie wiem ile, ale jakieś pieniądze firma ta przekazała do Biura MP za to, że właśnie jej umożliwiono drukowanie. I tu właśnie uwidacznia się po raz kolejny owa magma prawna. Prywatnie wiem, że firma ta przekazała niejako specjalnie dla mnie tytułem honorarium za owe kalendarze na konto biura pieniądze na wyposażenie do Londynu. Oficjalne honorarium, które otrzymałyśmy, wynosiło 12 tys. zł. Czy też biuro wyposażyło mnie z tych środków czy z czystego zysku imprezy — to różnica między tymi dwoma możliwościami jest jedynie taka, że w pierwszym przypadku nie kosztowała¬bym ich przez cały rok nic, a w drugim ową wymienioną sumę. Jednakże cóż to ma za znaczenie, kiedy ów zdroworozsądkowy rachunek przeprowadzony przeze mnie wskazu¬je, iż rząd wielkości jakby nie ten.
I w takim kontekście dowiaduję się przed wyjazdem na konkurs Miss Europa, że firma pieniędzy nie ma, bo z kilku czy kilkunastu milionów po odjęciu kosztów i sumy 600 tys. wpłaconych na cel charytatywny nie pozostało nic. Wzrusza mnie to do tego stopnia, że nie wiem, czy nie poprosić o możliwość wpłacenia jakichś pieniędzy na konto biura. Nie robię tego z powodu wrodzonego złego charakteru oraz z obawy przed wydziałem finansowym, w którym żaden z urzędników nie uwierzyłby, że dołożywszy do tego tytułu około 800 tys. zł dokładam dalej, w dodatku nic nie zara¬biając.
Nie wątpię, oczywiście, że rachunki znajdujące się w Biurze MP na wypadek kontroli są zaksięgowane zupełnie poprawnie i zupełnie inaczej i sądzę, że koszty zatrudnienia tych 3-4 osób są wystarczająco wysokie (nie w sensie wynagrodzenia oczywiście). Pytanie tylko, po co tam się kogokol¬wiek zatrudnia przez cały rok, skoro pracę, którą biuro wykonuje można wykonać w miesiąc i samemu.
Ostatnie parę akapitów poświęciłam sprawom finansowym i z mojego rozdrażnionego tonu niektórzy pewnie wnioskują, że chodzi tu o pieniądze. Otóż niezupełnie, a nawet zdecydowanie nie. Wszyscy zainteresowani wiedzą, iż podczas tego roku „bycia miss" prawie codziennie otrzymywałam jakieś propozycje: a to zdjęć reklamowych (od Chevałiera do Jubilera, od FSO do Interfragrance'a), a to objazdów „artystycznych" (na tych szmirowatych objazdach, w których uczestniczą często wybitni aktorzy, zarabia się około 150 tys. w dwa tygodnie), a to przecięcie gdzieś wstęgi, czy wręczenie komuś czegoś. Były nawet propozycje pracy w pewnej gazecie od razu z mieszkaniem. Były też propozycje zagraniczne za tysiąc razy takie pieniądze. Wszystkie te mniej lub bardziej humorystyczne propozycje odrzucałam: bo, po pierwsze, mam ciekawsze rzeczy do robienia w życiu, a po drugie, chociaż Kobiela mawiał, że „mówcie co chcecie, ale lepiej być bogatym i mądrym, niż biednym i głupim", jest oczywiste, że w Polsce, a i na świecie nieczęsto w sposób „mądry" do pieniędzy się dochodzi, a po trzecie to jestem kobietą, zarabiać nie muszę i już.
Chodzi mi więc tylko o to, aby konkurs na najpiękniejszą Polkę przestał być kompletnym chaosem organizacyjnym, prawnym oraz źródłem ciągłych nerwów i irytacji zainteresowanych osób. Co do propozycji p. Anny Kulickicj założenia związku zawodowego kandydatek, odnoszę się z sympatią, ale sądzę, że lepiej likwidować przyczyny niż skutki."
Artykuł, który przytoczyłam wyżej, ukazał się w Polityce, w niedługim czasie od momentu gdy przestałam być Miss. Wydawało mi się wtedy dość ciekawe, zabawne a może nawet istotne opisanie jak wyglądają perypetie Miss Polonii z głównym organizatorem imprezy. Pan Jerzy Chmielewski miał jednak dobre samopoczucie i poczuł się wyżej przytoczonym tekstem bardzo dotknięty. Postanowił wytoczyć mi proces o zniesławienie i tym samym oczyścić się z zarzutów. Było to posunięcie z jego strony nadzwyczaj roztropne, gdyż umożliwiło mu nadal prowadzenie konkursu Miss Polonia z ramienia Expressu Wieczornego (zresztą nie nazbyt długo).
Artykuł ten przytoczyłam właśnie między innymi dlatego, że istnieje niejasność i ciągle wiele osób pyta mnie, jak się to wszystko zakończyło i jaki był rzeczywisty dalszy przebieg wypadków. Tym bardziej wydaje mi się istotne wyjaśnienie tej kwestii, że pan Jerzy Chmielewski rozpowiada wszystkim, którzy chcą go słuchać lub czytać, wygodną dia siebie wersję wydarzeń, która niestety nie ma nic wspólnego z prawdą.
Posuwają się razem z J. Atlasem w ich propagandowej książce pt. „Misstrzostwo świata" (propagującej ich prywatną spółkę „Missland") do rozrywkowego stwierdzenia... „Oskarżona tłumaczyła się jak umiała"... Jak widać dobre samopoczucie nie opuszcza pana Jerzego.
Jak dotychczas z wielu przyczyn nie zajmowałam się nigdzie tą sprawą. Przede wszystkim dlatego, że po roku bycia Miss Polonią postanowiłam zniknąć z mass mediów i z tzw oficjalnego obiegu. Starałam się nie udzielać wywiadów typu: co pani robi i czy już pani jest modelką, czy jeszcze nie i dlaczego? Chciałam, by przestano mnie postrzegać jako chodzący tytuł, a zaczęto jako człowieka, który może mieć coś do powiedzenia a nie tylko do „pokazania". Poza tym nie chciałam funkcjonować (pisać i wypowiadać się) na poziomie publicznego „prania brudów". Nie lubię jednak (a myślę, że nie jestem w tym odosobniona), by wylewano je na mnie. Wydaje się, że czas najwyższy, aby przedstawić rzeczywisty bieg wypadków, który bardzo łatwo ustalić i sprawdzić wracając do protokołów sądowych.
Na proces przybyłam, chociaż niektórym wydaje się, że było inaczej, w ustalonym terminie. Pierwsze spotkanie było, zgodnie z procedurą sądową, tzw. rozprawą pojednawczą

Kiedyś

Wyjazd na konkurs Miss Europa, który odbywał się pod koniec maja. Pytam się swojego „managera", jak zamierza wywiązać się z tego punktu kontraktu, który mówi iż „organizatorzy ze swej strony zapewniają wyekwipowanie zdobywczyni tytułu Miss Polonia na konkursy międzynarodowe". — Nijak — odpowiada. Jak to ? — pytam. — Zupełnie nie mam w czym jechać, przecież te kilka rzeczy, które miałam na konkurs w Londynie, nie nadają się — są to rzeczy wyłącznie zimowe (oprócz dwóch sukienek). — Nie ma pieniędzy — mówi manager. — No to co ja mam zrobić — dopytuję się. Możesz nie jechać — odpowiada. Ale przecież mam już podpisany kontrakt z konkursem, a poza tym, nie wywiązujecie się z tego, co sami podpisaliście. — Nie ma pieniędzy i już. — Dobrze, mówię, ja zapłacę sama, tylko załatwcie mi cokolwiek z Telimeny czy Mody Polskiej, jesteście w końcu instytucją i wam łatwiej. Nie załatwiają nic. Teraz formalności. Ponieważ na trzy tygodnie przed konkursem lecę jeszcze na dwa tygodnie do Egiptu (na zaproszenie sieci Sheratona i egipskiego odpowiednika naszego Orbisu, które to zaproszenie dociera do mnie pewnie tylko dlatego, że nie jest adresowane do Biura Miss Polonia), więc proszę organizatorów o to, aby sprawnie te parę rzeczy załatwili, wypełniam w tym celu podsuwane mi formularze i kwestionariusze. Wracam zgodnie z umową w niedzielę, wylot na konkurs w czwartek. W poniedziałek rano dowiaduję się, że nie tylko paszport jest nieowizowany, ale go w ogóle nie ma. Jadę do RSW Prasa i panie bardzo szybko mi ów paszport wystawiają. Jest już jednak 16.00. Wtorek rano. Jesteś my umówieni o 9.00 w sprawie wizy. Jeden z przedstawicieli Biura MP poznaje nas z jakimś panem, „który pojedzie i wszystko załatwi". Ów pan przeprowadza nas przez zgromadzony przed ambasadą RFN tłum, a wewnątrz powiada, „no cóż, to ja już polecę". Idę do sekretarza ambasady i powiadam, że podobno dzwoniono, przyszłam po odbiór wizy. Jakiej wizy, po co? Nic nie wie. Tłumaczę. Dobrze, proszę czekać.

Rozmowa

Fotoreporterom zapowiedziano w dniu pleneru fotograficznego i wyboru Miss Foto, iż nie mają co wybierać najpiękniejszej, bo już jest. Pan Jerzy Patan ze Szczecina, który mi to niechcący powiedział, tak się tym zasugerował, iż nie zrobił mi żadnego zdjęcia i musiał potem specjalnie przyjeżdżać do Warszawy, gdyż jego gazeta nie miała czego zamieścić. Zresztą robił też zdjęcia Magdaleny Szczepańskiej (Miss Foto '84), których chyba też nie miał. Nie wiem, jak to się stało, że wygrałam; myślę, iż na ten temat mógłby coś więcej powiedzieć ktoś z juty. Ale nie jest to takie ważne — dość. że wygrałam wbrew oczekiwaniom organizatorów. Nie wiem skąd wziął się ten anonim obwieszczający haniebne uczynki panny Ewy Jesionowskiej — być może po prostu organizatorzy doskonalą swe metody działania. No bo niby komu mogłoby przyjść do głowy napisanie w owym anonimie, że „z kandydatką rozmawiano i ta potwierdziła zarzuty" — komuś z publiczności? Kto by o tej rzekomej rozmowie w ogóle mógł wiedzieć? Panna Katarzyna Zawidzka została pozbawiona zawrotnej sumy 150 dolarów w Miami na Florydzie. Przypuszczam iż organizatorzy konkursu Miss Universe zupełnie zgłupieli. widząc p. Jerzego Chmielewskiego tłumaczącego im, aby nie wypłacano naszej Miss owych pieniędzy — 2-3 dniowy zarobek, a tu Miss Kraju... tak, tak, proszę państwa, jednego z bogatszych pośród owych 72 uczestniczących w konkursie. Ale to nie należy do tematu. Nie wiem, czy Katarzynę pozbawiło tej sumy Biuro MP czy kto inny. Ale za to wiem, jaka rozmowa odbyła się między Lidią Wasiak a Ważną Osobą z firmy „Catzy of Poland" trochę wcześniej. Ta polonijna firma przeznaczyła pewną sumę na wyjazd Lidki na konkurs Miss Europa w Austrii, przekazując ją organizatorom konkursu Miss Polonia. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak: W.O.: — Dzień dobry panno Lidio. L: — Dzień dobry szanownemu panu. W.O.: — Jak samopoczucie po powrocie, jak zakupy? L: — Samopoczucie mizerne, zakupy żadne; za te pieniądze... WO: — Nie przesadzajmy, za 2 tys. szylingów można... L: — Jakie dwa? Jeden! WO: — Jaki jeden? Dwa! Przecież dałem im dla pani dwa tysiące. Tu następują słowa, które możemy wykropkować: a następnie: WO: — No nic, w takim razie proszę — oto brakujący tysiąc, a ja sobie od nich odbiorę. Koniec, kurtyna, brawka.