Saturday, June 30, 2007
stowarzyszenia i kluby kynologiczne
Jak widać, od początku w sposób przemyślany zainteresowano się rasami wielu specjalności. Polski ruch kynologiczny był jednak rozproszony. Dopiero w 1938 roku narodziła się idea jego zjednoczenia. Powołano Międzyklubowy Komitet Kynologiczny, który po roku przekształcił się w Polski Kennel Klub. Po wojnie działacze, współtworzący międzywojenny kształt polskiego ruchu kynologicznego, spotkali się na zebraniu organizacyjnym 5 maja 1948 roku w Warszawie i tak powstał Związek Kynologiczny w Polsce, który 15 czerwca 1957 roku podczas posiedzenia Federacji w Brukseli został członkiem rzeczywistym Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI). Przyjęcie Związku Kynologicznego w Polsce do tej organizacji ma jednak swoją wcześniejszą, międzywojenną historię. W archiwach Federacji w Thuin w Belgii znajduje się protokół potwierdzający przyjęcie Polskiego Kennel Klubu w poczet oficjalnych członków tej międzynarodowej organizacji już 1 czerwca 1939 roku. Siedzibą Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce jest obecnie Warszawa. Związek podzielony jest na 47 oddziałów i zrzesza około 40 rys. członków. W rejestrach związku figuruje blisko 70 tys. psów rasowych (dane z końca 1998 r.). POLSKI OWCZAREK PODHALAŃSKI (nieco stylizowany) jest symbolem -znakiem polskiego Związku.
Friday, June 29, 2007
instynktowne czynności
Istnieje bogata sfera zachowań się, które sprawiają wrażenie przemyślanych, prowadzonych mądrze i ze świadomością celu. Pszczoły budują bezbłędnie komórki plastrów i zbierają zapasy pokarmu na zimę, liczni zwierzęcy rodzice idealnie pielęgnują potomstwo, a młode ptaki samodzielnie podejmują wędrówki na nieznane sobie kontynenty i docierają do miejsc, gdzie mieszkali w ubiegłym roku ich rodzice. Te tzw. instynktowne czynności są im wrodzone, dziedziczne. Powstały one i utrwaliły się w toku dwóch podstawowych procesów
ewolucyjnych: mutacji, a następnie doboru naturalnego (selekcji naturalnej). Czynności takie odbywają się niewątpliwie bez pracy myślowej, podobnie jak skomplikowaną czynność ssania noworodek ludzki bądź zwierzęcy wykonuje bez uprzedniego jej obmyślenia. U organizmów o niskim szczeblu rozwoju układu nerwowego i we wczesnych stadiach rozwoju osobniczego (nie wyłączając człowieka) prawdopodobieństwo przebiegania procesów myślowych wydaje się bliskie zera. Ale nie wyklucza to bynajmniej odczuwania przez takie istoty doznań zmysłowych, a może i silnych przeżyć emocjonalnych, np. lęku.
Człowiek, poza wspomnianym już ssaniem, wykazuje również bardzo wiele wrodzonych, instynktownych bądź odruchowych umiejętności i automatycznych reakcji (np. obawa wysokości, reaktywność na apele seksualne, poszukiwanie opieki w opresji albo dążenie do nadrzędności itd.). Ocena, czy coś jest czy nie jest antropomorlizowaniem zwierząt, musi opierać się przede wszystkim na rozeznaniu, na czym w istocie polega a na czym nie polega człowieczeństwo i jak rozległe jest zwierzopochodne podłoże naszej psychiki. Okazało się np. między innymi, że tak wzniosłe i — zdawałoby się — czysto człowiecze uczucia, jak zapał, entuzjazm, są nie tylko podobne formalnie, ale i tożsame genetycznie z emocjami, których w pewnych sytuacjach doznają szympansy — a niewykluczone, że i inne zwierzęta. Inny ostrzegawczy przykład: w pewnej pracy naukowej autor stwierdza, że doświadczalny owad, po wyjściu ze swej kryjówki, traci orientację w znanym sobie otoczeniu, jeśli eksperymentator poprzestawiał w nim poszczególne elementy. Fakt ten posłużył jako dowód niskiej wydolności psychiki tego owada. Pytamy jednak: ilu ludzi nie uległoby zdezorientowaniu, gdyby wyszedłszy któregoś dnia z własnego domu, ujrzało poprzemieszczane
domy, drzewa i chodniki. A jeśli nawet ktoś w tych warunkach nie przejawiłby żadnej niepewności — to czy właśnie ten fakt nie świadczyłby o mizernej wrażliwości i sprawności jego aparatu postrzegania i modulatorów nerwowych?
Thursday, June 28, 2007
Nie chcesz kłamać
Nie chcesz kłamać, a więc patrzysz na ludzi, którzy mijają ciebie na ulicy, potrącają w sklepach i urzędach, zachwalają na targu swoje wyroby, zwracają twoją uwagę na wyhodowane owoce czy jarzyny. Wiesz o tym, że są inni, ale równocześnie
czujesz, że pragną tego samego co ty, twoi rodacy, twoi najbliżsi, wychowani ha tych samych drożdżach zwyczajów i pojęć umysłowych: chcecie być szczęśliwi, zdrowi, boicie się złego człowieka, bólu, śmierci; chcecie możliwie długo żyć; kobiety chcą mieć dobrych mężów a mężczyźni kochające' żony, wydając na świat potomstwo macie zamiar zapewnić mu możliwie najlepszy start do samodzielnego życia. Dlaczego zakładacie rodzinę? Ponieważ czujecie instynktownie, że zasadzki i przeciwności losu, jaki wam jest sądzony, lepiej i pewniej pokonuje się we dwoje, jakby jedno z was drugiemu wzmacniało siłę ramienia i przedłużało bicie serca.
Myśląc o tym wszystkim nie zapominaj, że stoi przed tobą człowiek, który nie uwierzył twoim słowom. Pomóż mu, inaczej rozejdziecie się bez porozumienia. Dlaczego właśnie w tej chwili przypomniały ci się słowa Lień, młodej Chinki z książki Wacława Sieroszewskiego Zamorski diabeł? Ludzie stworzeni, aby mieszkać w ojczyźnie. Po coś przyszedł? Wszak nie możesz zostać Chińczykiem.
Nie przybyłeś do Afryki po to, aby zostać Afrykańczykiem. Bo to niemożliwe. Zresztą nie chcesz. Masz swój kraj, w którym nikt nie ma prawa zadać pytania, po coś przyszedł. Nie przyjechałeś tu nawet po to, aby pojąć Afrykę. Bo i to jest niemożliwe. Żeby pojąć jakiś kraj, trzeba się w nim urodzić, żyć jego prawami na co dzień, czegoś doświadczyć wspólnie z innymi ludźmi związanymi jednym losem, jakie twoje pokolenie wyciągnęło na loterii dziejów. Ale przyjechałeś do Afryki, Azji, Ameryki, Australii po to, aby coś głębiej zrozumie ze współczesnych spraw tej jednej, wielkiej ludzkiej rodziny, ponieważ sam do niej należysz. I aby tym łatwiej znaleźć w niej swoje miejsce. Po to przyjechałeś. Tylko po to. A czy to potrafi zrozumieć twój czarny, żółty, czerwony, brązowy, popielaty, oliwkowy rozmówca? Zamiast tłumaczyć, powiedz mu kilka najprostszych słów o sobie.
Tuesday, June 26, 2007
umiejętności czy predyspozycje
Posługiwanie się narzędziami przez siebie sporządzonymi, świadome celu działania bez uprzedniego wyuczenia, przekazywanie doświadczeń, tworzenie tradycji, życie społeczne, przyjaźń, wrażliwość na doznania estetyczne, a według ostatnio wypowiadanych tez nawet tworzenie abstrakcyjnych pojęć — to są wszystko umiejętności czy predyspozycje, które miały wyróżniać człowieka spośród innych gatunków. Jednakże, w miarę postępu metod i prac badawczych uzupełnionych precyzyjnymi obserwacjami, ujawniały się one w psychicznych wydolnościach różnych zwierząt. Tu nawiasem trzeba zaznaczyć, że wszak „zwierzęta" to pojęcie niezmiernie zróżnicowane, w tym również pod względem wydolności psychicznych, a także istnienia, złożoności i sprawności układu nerwowego. Informacja więc, że to czy owo potrafią zwierzęta, powinna być uzupełniona jakimś bliższym określeniem. Podobnie zresztą i pojęciem „człowiek" posługujemy się umownie i roboczo: nietrudno byłaby wykazać, że przeciętny kot jest pod każdym względem o wiele „mądrzejszy", niż którykolwiek z setek tysięcy mieszkających w Polsce ludzi upośledzonych umysłowo.
Monday, June 25, 2007
Z flaneli
Uwaga dla panów: czas flanelowych koszul w kratkę i sportowych kurtek z grubej flaneli mamy definitywnie za sobą. Teraz jest czas garniturów z flaneli o takiej jakości, że co bardziej wrażliwe wełny muszą się schować głęboko do szafy, by nie czerwienić się ze wstydu. Dla bardziej odważnych lub zdesperowanych panów projektanci przewidzieli nawet spódnice flanelowe w kwiatowe wzory (bardzo ciepłe, nawet jak zimny wiatr próbuje podwiewać).
W tym sezonie flanela jest synonimem delikatności, ciepła i wyrafinowania - z dawnej siermiężności i robotniczego rodowodu nie pozostał nawet cień.
Sunday, June 24, 2007
podnieść poziom swoich umiejętności gry w szachy
Repertuar otwarć to zestaw wariantów debiutów, które przygotowujemy, aby podnieść poziom swoich umiejętności gry w szachy. Powinny one prowadzić do dobrego przygotowania gry środkowej bez względu na to, jak gra w otwarciu przeciwnik. Każdy arcymistrz poświęca ich studiowaniu wiele czasu - aby tak udoskonalić swój repertuar, że już w otwarciu gry będzie można uzyskać przewagę nad przeciwnikiem (np. pozycji).
Arcymistrzowie korzystają z bardziej zaawansowanej encyklopedii debiutów, Encyclopedia of Chess Openings (ECO). To pięciotomowe wydanie daje szczegółową analizę wszystkich debiutów szachowych i jest aktualizowane w piśmie „Chess Informant", ukazującym się trzykrotnie w ciągu roku, zawierającym pisane przez arcymistrzów analizy większości najważniejszych partii rozegranych na całym świecie. Nie polecam tej pozycji, ponieważ owe analizy są bardzo skomplikowane, a na razie potrzebujesz czegoś łatwiejszego.
Kiedy już podejmiesz decyzję, których otwarć chciałbyś się nauczyć, warto przestudiować podręczniki debiutowe. Polecam serię - Mastering the Openings pisaną przez Pietra Ponzetto i Roberta Bellina lub Daniela Kinga. Mogę także polecić wszystkie pozycje poświęcone otwarciom pióra Johna Nunna - są doskonałe, ale napisane na bardzo wysokim, profesjonalnym poziomie i prawdopodobnie nie jesteś jeszcze do nich dobrze przygotowany.
Saturday, June 23, 2007
szczególnie bliskie więzi osobiste
Pojęcie: „szczególnie bliskie więzi osobiste" nie jest, wbrew pozorom, wcale tak oczywiste i jednoznaczne. Komentatorzy prawa twierdzą, że trzeba interpretować to pojęcie możliwie szeroko, jest to bowiem problem istotnych stosunków międzyludzkich i licznych więzi, choćby tylko bliskiego koleżeństwa, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego. Nie można też, rzecz jasna, przesadzać, mając zawsze na względzie nadrzędny niejako cel procesu, polegający na wykryciu prawdy. Jan Stańda w swej książce „Stanowisko świadka w polskim procesie karnym" powiada, że „do szczególnie bliskich więzi osobistych
należy zaliczyć przede wszystkim długotrwałą przyjaźń i koleżeństwo, a także więzy wynikłe z opiekuństwa, narzeczeństwa lub ze współżycia, które nie wyczerpuje jeszcze cech konkubinatu itp." Warto jeszcze dodać, że gdy świadek powoła się na więzy osobiste, prosząc o zwolnienie-go od zeznań, o tym, czy te więzy są rzeczywiście „szczególnie bliskie" i czy prośba świadka zasługuje na uwzględnienie, decyduje organ przesłuchujący po sprawdzeniu prawdziwości argumentu. Z jednej strony chodzi o to, by uczynić wszystko dla wykrycia prawdy, z drugiej zaś, by złożenie zeznań nie stanowiło dla świadka szczególnych dolegliwości.
Wspomniałem już o możliwości wyłączenia jawności rozprawy na wniosek powołanego do zeznań świadka. Usuwa się wówczas publiczność, przy czym wszystko co się w tym czasie na rozprawie dzieje, stanowi tajemnicę, której pod groźbą kary nie wolno ujawnić. Sytuacje takie zdarzają się często. Szczególnie gdy świadek może być pytany np. o sprawy intymne, a składanie zeznań przed salą pełną publiczności stanowiłoby dla niego znaczną dolegliwość. Mógłby on wówczas złożyć zeznania niezupełnie szczere i prawdziwe, narażając na szwank swój interes i interes wymiaru sprawiedliwości.
Filozofia pracy
Filozofia pracy, tworząc podstawy akceptacji pracy ludzkiej, skłania też do optymizmu. Wierząc w to, że dotychczasowy rozwój ludzkości posiada wartość dla człowieka i posiada sens, możemy z pełnym zaangażowaniem uczestniczyć w społecznych procesach pracy. Jeżeli sądzimy, że dotychczasowy rozwój ludzkości był błędny, możemy próbować dotrzeć do istoty błędu i naprawić kierunek rozwoju tak, jak to czynili teoretycy materializmu historycznego i dialektycznego, jak to również usiłowały czynić inne szkoły filozoficzne. Natomiast nie można występować przeciwko pracy i wychowaniu
przez pracę, gdyż byłoby to występowanie przeciw podstawom ludzkiego bytu.
Rzecz może się więc sprowadzać do dyskusji nad kierunkiem prac ludzkich, ich organizacją, celowością i sposobem ich wykorzystywania w stosunku do przyrody, co jest źródłem pełnej tragizmu wymiany poglądów na metody wykorzystywania przez człowieka sił przyrody. Tę dyskusję podjęli twórcy Raportu Rzymskiego i oczywiście trzeba uznać ważność podjętych kwestii racjonalnego wykorzystania zasobów naszej planety, niezależnie od uchybień w założeniach, wytykanych twórcom Raportu.
Tak jednak jak dyskusja nad społeczną organizacją pracy i rolą pracowników, nad ich prawami w społeczeństwie nie podważa konieczności samej pracy jako podstawy bytu ludzkiego, tak i dyskusja nad sposobami wykorzystywania i odtwarzania zasobów nie podważa konieczności nieustannej pracy. Zwraca ona uwagę na nieuchronność bardziej starannego opracowywania planów rozwoju oraz na to, że pokonana przez człowieka przyroda przestaje być niewyczerpanym źródłem zasobów i że tymi zasobami trzeba gospodarować z przewidującą troską o przyszłość.
Monday, June 18, 2007
ZERO 7 WHEN IT FALLS
Saturday, June 2, 2007
Po policzkach Diany płynęły łzy
Tuesday, May 15, 2007
Powrót
Jedynym przypadkiem porządnego potraktowania mnie przez moich managerów był mój wyjazd do Londynu. Otrzymałam wtedy kilka bardzo ładnych strojów z Mody Polskiej i Telimeny. Ceny w Modzie Polskiej są niestety bardzo wysokie. Organizatorzy przeznaczyli około 130 tys. na owo wyekwipowanie. Ja dopłaciłam do tego tylko około 30 tys. Były to jedyne wydatki związane ze mną, które przez cały rok poniosło Biuro MP. Wszystkie nagrody bowiem, które koronowane panny otrzymują, są darami sponsorów konkursu, a więc poza kosztami. Bilety samolotowe na konkursy są płacone przez organizatorów owych konkursów. Zakwaterowanie i wyżywienie tamże — jak wyżej. Innych wydatków właściwie nic ma. Ile natomiast kosztuje obsługa (?!) miss przez zatrudnione w biurze osoby (3 czy 4)? no, pobawmy się w księgowość.
Dwa koncerty w Sali Kongresowej (nie wszystkie miejsca zajęte na półfinale), a więc około 5 tys. widzów x 1500 zł (na próby sala wypożyczona bezpłatnie);
Akredytacje reporterów (stu czy więcej) x 5000 zł.
Bal Koronacyjny około tysiąca osób x 6000 zł minus koszty;
Sprzedaż gadgetów typu podkoszulki z napisem MP nie wiem ile razy 600 zł równa się dużo;
Sprzedaż kalendarzy MP kilkudziesięciu tysięcy sztuk x 250 i 390 zł = parędziesiąt milionów obrotu.
Rzecz ostatnia jest dla mnie niejasna, a więc krótki komentarz. Kalendarze te drukowała firma polonijna „Polmark", a nie RSW i oczywiście tam pozostały zyski. Nie wiem ile, ale jakieś pieniądze firma ta przekazała do Biura MP za to, że właśnie jej umożliwiono drukowanie. I tu właśnie uwidacznia się po raz kolejny owa magma prawna. Prywatnie wiem, że firma ta przekazała niejako specjalnie dla mnie tytułem honorarium za owe kalendarze na konto biura pieniądze na wyposażenie do Londynu. Oficjalne honorarium, które otrzymałyśmy, wynosiło 12 tys. zł. Czy też biuro wyposażyło mnie z tych środków czy z czystego zysku imprezy — to różnica między tymi dwoma możliwościami jest jedynie taka, że w pierwszym przypadku nie kosztowała¬bym ich przez cały rok nic, a w drugim ową wymienioną sumę. Jednakże cóż to ma za znaczenie, kiedy ów zdroworozsądkowy rachunek przeprowadzony przeze mnie wskazu¬je, iż rząd wielkości jakby nie ten.
I w takim kontekście dowiaduję się przed wyjazdem na konkurs Miss Europa, że firma pieniędzy nie ma, bo z kilku czy kilkunastu milionów po odjęciu kosztów i sumy 600 tys. wpłaconych na cel charytatywny nie pozostało nic. Wzrusza mnie to do tego stopnia, że nie wiem, czy nie poprosić o możliwość wpłacenia jakichś pieniędzy na konto biura. Nie robię tego z powodu wrodzonego złego charakteru oraz z obawy przed wydziałem finansowym, w którym żaden z urzędników nie uwierzyłby, że dołożywszy do tego tytułu około 800 tys. zł dokładam dalej, w dodatku nic nie zara¬biając.
Nie wątpię, oczywiście, że rachunki znajdujące się w Biurze MP na wypadek kontroli są zaksięgowane zupełnie poprawnie i zupełnie inaczej i sądzę, że koszty zatrudnienia tych 3-4 osób są wystarczająco wysokie (nie w sensie wynagrodzenia oczywiście). Pytanie tylko, po co tam się kogokol¬wiek zatrudnia przez cały rok, skoro pracę, którą biuro wykonuje można wykonać w miesiąc i samemu.
Ostatnie parę akapitów poświęciłam sprawom finansowym i z mojego rozdrażnionego tonu niektórzy pewnie wnioskują, że chodzi tu o pieniądze. Otóż niezupełnie, a nawet zdecydowanie nie. Wszyscy zainteresowani wiedzą, iż podczas tego roku „bycia miss" prawie codziennie otrzymywałam jakieś propozycje: a to zdjęć reklamowych (od Chevałiera do Jubilera, od FSO do Interfragrance'a), a to objazdów „artystycznych" (na tych szmirowatych objazdach, w których uczestniczą często wybitni aktorzy, zarabia się około 150 tys. w dwa tygodnie), a to przecięcie gdzieś wstęgi, czy wręczenie komuś czegoś. Były nawet propozycje pracy w pewnej gazecie od razu z mieszkaniem. Były też propozycje zagraniczne za tysiąc razy takie pieniądze. Wszystkie te mniej lub bardziej humorystyczne propozycje odrzucałam: bo, po pierwsze, mam ciekawsze rzeczy do robienia w życiu, a po drugie, chociaż Kobiela mawiał, że „mówcie co chcecie, ale lepiej być bogatym i mądrym, niż biednym i głupim", jest oczywiste, że w Polsce, a i na świecie nieczęsto w sposób „mądry" do pieniędzy się dochodzi, a po trzecie to jestem kobietą, zarabiać nie muszę i już.
Chodzi mi więc tylko o to, aby konkurs na najpiękniejszą Polkę przestał być kompletnym chaosem organizacyjnym, prawnym oraz źródłem ciągłych nerwów i irytacji zainteresowanych osób. Co do propozycji p. Anny Kulickicj założenia związku zawodowego kandydatek, odnoszę się z sympatią, ale sądzę, że lepiej likwidować przyczyny niż skutki."
Artykuł, który przytoczyłam wyżej, ukazał się w Polityce, w niedługim czasie od momentu gdy przestałam być Miss. Wydawało mi się wtedy dość ciekawe, zabawne a może nawet istotne opisanie jak wyglądają perypetie Miss Polonii z głównym organizatorem imprezy. Pan Jerzy Chmielewski miał jednak dobre samopoczucie i poczuł się wyżej przytoczonym tekstem bardzo dotknięty. Postanowił wytoczyć mi proces o zniesławienie i tym samym oczyścić się z zarzutów. Było to posunięcie z jego strony nadzwyczaj roztropne, gdyż umożliwiło mu nadal prowadzenie konkursu Miss Polonia z ramienia Expressu Wieczornego (zresztą nie nazbyt długo).
Artykuł ten przytoczyłam właśnie między innymi dlatego, że istnieje niejasność i ciągle wiele osób pyta mnie, jak się to wszystko zakończyło i jaki był rzeczywisty dalszy przebieg wypadków. Tym bardziej wydaje mi się istotne wyjaśnienie tej kwestii, że pan Jerzy Chmielewski rozpowiada wszystkim, którzy chcą go słuchać lub czytać, wygodną dia siebie wersję wydarzeń, która niestety nie ma nic wspólnego z prawdą.
Posuwają się razem z J. Atlasem w ich propagandowej książce pt. „Misstrzostwo świata" (propagującej ich prywatną spółkę „Missland") do rozrywkowego stwierdzenia... „Oskarżona tłumaczyła się jak umiała"... Jak widać dobre samopoczucie nie opuszcza pana Jerzego.
Jak dotychczas z wielu przyczyn nie zajmowałam się nigdzie tą sprawą. Przede wszystkim dlatego, że po roku bycia Miss Polonią postanowiłam zniknąć z mass mediów i z tzw oficjalnego obiegu. Starałam się nie udzielać wywiadów typu: co pani robi i czy już pani jest modelką, czy jeszcze nie i dlaczego? Chciałam, by przestano mnie postrzegać jako chodzący tytuł, a zaczęto jako człowieka, który może mieć coś do powiedzenia a nie tylko do „pokazania". Poza tym nie chciałam funkcjonować (pisać i wypowiadać się) na poziomie publicznego „prania brudów". Nie lubię jednak (a myślę, że nie jestem w tym odosobniona), by wylewano je na mnie. Wydaje się, że czas najwyższy, aby przedstawić rzeczywisty bieg wypadków, który bardzo łatwo ustalić i sprawdzić wracając do protokołów sądowych.
Na proces przybyłam, chociaż niektórym wydaje się, że było inaczej, w ustalonym terminie. Pierwsze spotkanie było, zgodnie z procedurą sądową, tzw. rozprawą pojednawczą